"To przecież podróże kształcą"
Niby można mówić o sztuce tylko pokazując ilustacje. Zajęcia szkolne są jednak tylko namiastką prawdziwej percepcji, wprowadzeniem, przygotowaniem do intymnego, osobistego przeżycia dzieła sztuki. Nie ma żadnych wątpliwości, że doświadczając na własnej skórze różnorodności świata człowiek uczy się więcej, nabywa ogłady, rozwija horyzonty myślowe i uczy pokory. Stając twarz w twarz z wyjatkowym obiektem może poczuć czymże jest owa tajemnicza "aura" dzieła sztuki, o której pisze Jan Białostocki. Tworzy ją nie tylko sam obiekt, ale i trójwymiarowa przestrzeń, czas w jakim istnieje i ten piaty wymiar, najważniejszy - wyobraźnia. Tak narodził się pomysł na zajecia w plenerze.
Podpatrywanie świata stymuluje wyobraźnię, wpływa na produkcję endorfin i energii twórczej. ( "Przygoda! Przygoda! Każdej chwili szkoda!..." ). Zwiedzanie to jednak ciężka praca. Jak sie człowiek już tak nachodzi, nazwiedza, natrudzi jakże miło jest wtedy usiąść w jakimś przytulnym muzeum pod jakimś interesujacym obrazem i napatrzeć sie do woli, a potem nawet zrobić jakieś analizy. Przyjemne i pożyteczne. W roku obecnym szkolnym odbyły się nastepujące zajęcia z cyklu: lekcja 16 - Świdnica, wrzesień 2008 lekcja 17 - Gdańsk-Gdynia-Sopot-Malbork, wrzesień 2008 lekcja 18 - Oleśnica, październik 2008 lekcja 19 - Kraków, listopad 2008 lekcja 20 - Londyn, marzec 2009 w planach: lekcja 21 - Brzeg, kwiecień 2009 lekcja 22 - Łódź, maj 2009 oraz możliwe,że biennale w Wenecji KRAKÓW, LEKCJA 19 Kraków jesienią jest dosć ponury i smutny. Kiedy tak wcześnie robi sie ciemno i zimno ludzie zwalniają procesy życiowe, wolniej chodzą, ciszej mówią i wydają pomruki. W tej atmosferze Kraków wydaje się bardziej leniwy : mroczne widma nagrobków królewskich na Wawelu i duchy przodków pod Wawelem, jak to u Wyspiańskiego (witraże i polichromie u Franciszkanow, pastele u Szołayskich), dekoracje Kościoła Mariackiego mniej kolorowe niż zwykle, a Ołtarz Wita Stwosza bardziej uduchowiony. Gusta Czartoryskich dziwniejsze, Manggha zasnuta mgłą znad Wisły mniej realna, a Kazimierz wieczorem pełen świec i krzeseł (każde inne) jakby nie z tego świata. Można byłoby popaść w jesienną zadumę i napisać kilka dekadenckich wierszy gdyby nie wystawa Zofii Stryjeńskiej w Muzeum Narodowym. Tam - pełnia lata! Obrazki - piosenki, obrazki - wycinanki, motyle drewniane, koniki bujane, kolorowe baloniki i koguciki na drucikach. Ale to nie kolorowe jarmarki, to radość, kolor i zabawa. To Sztuka!
LONDYN, LEKCJA 20 "Czemu tak wcześnie jedziecie, jeszcze zima przecież?" pytali ludzie. A w Londynie wiosna prawdziwa, kolorowo i słonecznie. Kwitną żonkile i tulipany, w Hyde Parku pełno oswojonych lisów i wiewiórek, ptaki drą się w niebogłosy, a książęta i panicze z angielskich, przyklasztornych szkół graja w noge na trawnikach. Oczywiście w garniturach. Ludzi nieskończone tłumy wszędzie, trochę swobodniejsi i lżej ubrani niż we Wrocławiu, ale miasto zwiedza się podobnie - równie rozkopane! Mnóstwo remontów na ulicach i zamknięte stacje metra. Centrum Londynu nie jest jednak bardzo rozległe i można je zobaczyć na piechotę : symbol Londynu - Big Ben przy Parlamencie, tuż obok Westminster z zachwycającą kaplicą Henryka VII ("Jaki piękny sufit w fikusne wzorki!" - zdanie zasłyszane wewnatrz). Miasto pełne kontrastów - super nowoczesne City i zagubione wśród wieżowców średniowieczne kościółki, wiktoriańskie Notting Hill i nonszalancka, paryska w wyrazie Portobello Road, nowoczesna, nieregularna linia architektury ratusza i konserwatywna zmiana warty na baczność pod Buckingham. Przypływają, jak wyspy pamięci, wspomnienia smutnych kruków, które nigdy nie odlecą z Tower bo podcięto im skrzydła i ulicznych artystów z Covent Garden, którym skrzydła rosną, gdy tylko pojawi się publiczność. Ale najważniejsze, że do muzeów wstęp jest darmowy! Można codzień wracać do British pod "Sztandar z Ur" ("Jaki malutki!"- cytat) lub do National pod van Eycka ("Jaki uroczy!") lub nawet spedzać całe dnie w Tate Modern, starej elektrowni, gdzie w hali turbin zawisły obok siebie prace Bacona i Bałki. Już po powrocie dowiedzieliśmy się, że w East Ham, tam gdzie powstaje miasteczko olimpijskie 2012, odkrto ślady człowieka sprzed 4 tysięcy lat. Mieszkaliśmy tuż obok! Chodziliśmy ścieżkami, które wydeptał! Niekończąca się opowieść...
WIEDEŃ - LEKCJA 23
Świetność Wiednia, kiedyś cesarsko - królewskiego, widać na każdym kroku : tak "wypasionych", bogatych w różnorodne dekoracje, eklektycznych kamienic nie ma nigdzie więcej! W głowie sie kreci od nadmiaru gzymsów, pilastrów, płaskorzeźb i tympanonów nad oknami... A każde okno równe z licem muru,dziwne... dlaczego? Jeszcze dziwniejsze wydały nam się czyściutkie fasady tych kamienic, żadnych tagów, żadnego graffiti! Dlaczego... jak to się robi? Większośc z takich kamienic zostało obfotografowanych (patrz-galeria), a co piękniejsze nawet omówione.
Roboty było mnóstwo, jak zwykle zresztą, mało czasu a plan bardzo napięty: bo to i gotycka katedra św. Szczepana z wyjatkowym "podpisem" architekta na ambonie, barokowy Schonbrunn z wyjątkowymi, ogromnymi ogrodami geometrycznymi i Belweder, a w środku dzieła Klimta i Schilego. Całe Kunsthistorishes Museum z Breughelem i Arcimboldem wewnątrz i nieograniczoną ilością obrazów do analizy. Oczywiście mnóstwo wzruszajacej secesji z przesłaniem "KAŻDEJ EPOCE JEJ WŁASNA SZTUKA. A SZTUCE WOLNOŚĆ!" Potem jeszcze próba pojęcia przedziwnej filozofii domu Hundertwassera i na koniec nowiutkie muzeum MuMOK z trudną, ale jakże pobudzajacą wystawą akcjonistów wiedeńskich. Wstrząsnęła nami tak, że niech reszta będzie milczeniem...
|